Czy warto korzystać z aplikacji do nauki języków? Czy aplikacja pomoże nauczyć się mówić, czy jest tylko narzędziem do powtórek? Ten sposób nauki jest niewątpliwie wygodny i łatwo dostępny. Jak ich używać, aby nauka języka była efektywna?
U kogo sprawdzą się aplikacje do nauki języków?
To może zabrzmieć dziwnie, ale… aplikacje nie są rozwiązaniem, które będzie dobre dla każdego. Używane jako jedyna metoda nauki języka mogą wywoływać chaos i brak struktury. Stosowane przez zaawansowanych użytkowników języka – niepotrzebnie opóźniać postęp w zdobywaniu umiejętności.
Dla kogo więc odpowiednie są aplikacje do nauki języków?
Jak widać, korzystanie z aplikacji do nauki języków obcych może przynosić wiele korzyści. Pod warunkiem, że system ten nie jest dla Ciebie zbyt przytłaczający. Niektórzy użytkownicy odnoszą wrażenie, że funkcje mające pomóc w ich użytkowaniu, w rzeczywistości… utrudniają życie. Przykład? Algorytm powtórek. Powtórki odbywają się automatycznie, zazwyczaj w oparciu o tzw. krzywą zapominania. Twórcy programów do nauki języków często podkreślają więc, że ich metoda jest udowodniona naukowo. Nie pomaga to, gdy sami chcemy coś powtórzyć, a algorytm „decyduje”, że powinniśmy uczyć się czegoś innego.
Testowałam aplikacje do nauki języków. Moje wrażenia, wnioski i obserwacje
Postanowiłam sama zweryfikować, jak aplikacje do nauki języków obcych sprawdzają się w praktyce. Przez ponad rok korzystałam z kilku aplikacji. W skrócie: czy warto ich używać? I tak, i nie. Tak – bo stanowią świetny start do oswojenia się z wymową i pozwalają łatwo zapamiętać słowa. Nie – bo na dalszym etapie nauki hamują rzeczywisty progres oraz wprowadzają niepotrzebne zamieszanie.
Która aplikacja wywarła na mnie najbardziej pozytywne wrażenie? Na pierwszym miejscu było zdecydowanie Prestonly, stworzone przez wydawnictwo Preston Publishing. Treści w aplikacji są kompilacją materiału z wielu podręczników tego wydawnictwa – co sprawia, że mają przejrzystą strukturę, czego bardzo brakowało mi w innych aplikacjach. Od razu muszę jednak zaznaczyć, że najlepsze efekty nauka z Prestonly dawała w przypadku tych języków, których dopiero zaczynam się uczyć – czyli niemieckiego i hiszpańskiego. Łatwe zapamiętanie wyrażeń, interaktywna nauka wymowy, czytelne objaśnienia. Jednak jeśli chodzi o naukę na bardziej zaawansowanych poziomach, metody oferowane przez którąkolwiek z aplikacji okazały się fiaskiem. Francuski? Więcej nauczyłam się podczas jednego tygodnia nauki w szkole, niż z aplikacjami. Nie pomogło nawet notowanie w pliku tekstowym. Angielski? Na poziomie C2 sztywne dopasowywanie wyrażeń i tłumaczenie ich było dla mnie bez sensu. W porównaniu do nauki z lektorem, brakowało mi skupienia na niuansach, elastyczności, konwersacji czy ćwiczenia form pisemnych.
Próbowałam sobie ułatwić naukę poprzez robienie notatek. Treści w aplikacji niemal zawsze wydają mi się zbyt ulotne, szybko znikające. W przypadku Prestonly, miałam otwarty plik tekstowy, do którego kopiowałam notatki z aplikacji. Jednak już po tygodniu zobaczyłam, że lepiej zapamiętuję, ucząc się z pomocą podręcznika, zeszytu i nagrań. Najlepiej – również z udziałem osoby, z którą można porozmawiać.
Jeśli chodzi o podobieństwo metod nauczania do kontekstów zastosowania języka w życiu codziennym, wygrywa Memrise. Za wyjątkiem krótkich filmików – bardzo sztucznych scenek – które mają ułatwiać zapamiętywanie wyrażeń. Dla mnie były irytujące, cringe’owe. Natomiast słowa wymawiane przez miejscowych – świetny pomysł. Ponownie jednak wystąpiło to samo zjawisko, co w przypadku wszystkich pozostałych aplikacji: dobre do początkowych etapów nauki języka, niemal bezużyteczne na zaawansowanych poziomach. Podobnie było z Duolingo, choć tutaj miałam jeszcze większe, niż zazwyczaj poczucie tracenia czasu. Rozsypanki wyrazowe czy tłumaczenie bezsensownych zdań, niestosowanych na co dzień. Wszystko to w czasie, który mogłabym poświęcić na realną naukę mówienia. Duolingo jednocześnie zniechęciło mnie nachalnością. Dla mnie celem są niekoniecznie codzienne powtórki i nabijanie wielodniowej passy („streak”), lecz wysokojakościowa nauka. Pomimo, że wyłączyłam wszystkie powiadomienia i przypominacze, aplikacja i tak znajdowała sposoby, aby mną manipulować. Przykład? Zapałakana sówka, będąca maskotką marki. To właśnie nachalność zraziła mnie do Duolingo.
W moim przypadku nie sprawdziła się aplikacja Mondly. Pomimo estetycznego interfejsu, jej funkcje irytowały mnie na tyle, że w ogóle nie byłam w stanie się skupić. Niewątpliwą zaletę miała aplikacja Drops: pomogła mi przyswoić sporo niemieckich słówek. Mocno denerwowała mnie Fiszkoteka: nagrania wymowy słów brzmiały sztucznie, czego na dłuższą metę nie byłam w stanie tolerować. Najbardziej zaskakującym efektem jest progres, jaki zrobiłam po… zrezygnowaniu z aplikacji. Ta sama częstotliwość nauki, ale przy użyciu podręcznika i nagrań, daje w moim przypadku dużo lepsze rezultaty.
Pozytywnym zaskoczeniem okazało się Busuu, które testowałam pod kątem nauki niemieckiego. Ćwiczenia ułożone w taki sposób, aby tworzyły dialogi to naturalna metoda przyswajania wiedzy. Bardzo spodobała mi się w tej aplikacji funkcjonalność umożliwiająca konwersację z innymi użytkownikami z całego świata.
„Uczę się od dawna i nic nie umiem” – brak efektów nauki z aplikacją
Myślałam, że jestem osamotniona w powyższym problemie. Codziennie poświęcałam sporo czasu na naukę, jednak miałam wrażenie, że treści – dość ulotne – znikają, nie zakorzeniają się w umyśle. Przeniesienie ich na umiejętność mówienia czy pisania wydawało się być… niemożliwe. Według aplikacji byłam już na poziomie A2 z niemieckiego, w praktyce – umiałam powiedzieć zaledwie cztery wyrażenia. Francuski? Uczyłam się nowych słów, poznawałam gramatyczne niuanse a mimo to tkwiłam w miejscu. Nie potrafiłam przełożyć wiedzy zdobytej przy pomocy aplikacji na umiejętność rozmowy. W porównaniu do solidnej znajomości języka zdobytej w szkole, aplikacja zdawała się oferować fragmentaryczną, chaotyczną (pomimo tematycznego pogrupowania) mieszankę słów, zwrotów i gramatyki. Która, niestety, magicznie znikała, gdy trzeba było użyć języka w realnym świecie.
Byłam ciekawa, czy aplikacje lepiej sprawdzają się w przypadku osób mających negatywne doświadczenia z nauką w szkole. Zapytałam moją przyjaciółkę – która w szkole nie była w stanie nauczyć się angielskiego – o wrażenia dotyczące Duolingo. Początkowo była zachwycona: głównie z powodu braku czynników, które w szkole wywoływały stres i zmniejszały zdolność uczenia się. Podobał się jej również dynamiczny charakter aplikacji – podkreślała, że nauka nie jest nudna. Jednak po dwóch latach powiedziała: „uczę się od dawna i nic nie umiem – czy ty też tak masz?”. Tak. Musiałam przyznać, że też tak mam.
Ciężko jednoznacznie stwierdzić, dlaczego codzienny wysiłek poświęcany na naukę języka z aplikacją może nie dawać żadnego realnego wzrostu umiejętności. Jedną z przyczyn może być brak rozmowy – uczysz się języka, ale nie uczysz się mówić. W moim przypadku był to również brak notatek. Notowanie znacząco pomaga mi w zapamiętywaniu. Mózg łatwiej uczy się nowych treści, mogąc je przetworzyć: np. sformułować notatkę, zbudować zdanie. Teoretycznie, aplikacje oferują podobne funkcje, jednak w praktyce niewiele to pomaga. Manfred Spitzer w książce „Cyfrowa demencja. W jaki sposób pozbawiamy rozumu siebie i swoje dzieci” szczegółowo opisuje ten mechanizm. Działa on wielopoziomowo, ale głównym komponentem jest wymuszona bierność: aplikacja sama dostarcza materiał, zwalniając mózg z obowiązku aktywnego przetwarzania wiedzy. Zadaniem użytkownika jest powtarzać i „przeklikiwać” przez ćwiczenia – co w przypadku języków obcych nie buduje wzorców potrzebnych do używania języka w praktyce.
Kilka sygnałów, że aplikacje do nauki języków obcych nie są dla Ciebie
Nieskuteczność testów poziomujących – zautomatyzowane narzędzia a rzeczywistość
Niektóre aplikacje, m. in. Duolingo, oferują testy pozwalające na ustalenie poziomu nauczania. Problem w tym, że opierają się one na metodach, które nie odzwierciedlają rzeczywistości. Efekt? Wskazany przez aplikację poziom jest zupełnie inny od realnego. W przypadku niektórych testowanych przeze mnie aplikacji ta rozbieżność była skrajna. Dobry i wiarygodny test poziomujący wymaga sprawdzenia umiejętności językowych w rzeczywistych warunkach. Innym ważnym aspektem skuteczności testu jest możliwość oceny każdego z obszarów osobno: czytanie ze zrozumieniem, słuchanie, mówienie, wypowiedzi pisemne, słowotwórstwo, gramatyka. Bez tego łatwo o uogólnienia, które w rezultacie prowadzą do utkwienia na tym samym poziomie. Odpowiedzią na ten problem jest nasz innowacyjny Test PoziomującyTM, który sprawdza znajomość języka w sposób jak najbliższy codziennemu użytkowaniu. Wykonanie testu jest możliwe za darmo, podczas bezpłatnej lekcji próbnej.
Jak aplikacje manipulują użytkownikami?
Wiele osób korzystających z aplikacji zauważa, że taki sposób nauki nieco ogranicza zdolność samodzielnego myślenia. Gorzej, gdy algorytm i marketing wpływają również na emocje – np. próbując wpędzić użytkownika w poczucie winy, ilekroć potrzebuje kilkudniowej przerwy w korzystaniu z aplikacji. Z takich praktyk znane jest w szczególności Duolingo. Twórcy aplikacji czerpią korzyści z uzależniania klientów od ich produktów. Wielu ludzi jednak zmaga się z realnym cyfrowym nałogiem i robi wszystko, aby się od niego uwolnić – często nieskutecznie. Taktyka polegająca na wymuszaniu codziennego korzystania z aplikacji nie tylko nie pomaga w tym, a wciąga jeszcze głębiej.
Po czym poznać, że aplikacja Tobą manipuluje i jak się od tego uwolnić?
Powyższe metody są bardzo skuteczne. Zapewniają twórcom aplikacji stabilny dopływ zysków. Czasem ciężko zobaczyć inny punkt widzenia, zwłaszcza w sytuacji bycia zarzuconym tym rodzajem narracji. Najskuteczniejszym sposobem zmierzenia się z nią jest realne przyjrzenie się rezultatom: czego się nauczyłem? w jakich sytuacjach potrafię się dogadać? Jeśli okazuje się, że niewiele się zmieniło, łatwo jest zrozumieć, że korzyści są sztucznie zawyżane. Na co szczególnie łatwo się nabrać, jeśli np. zauważamy, że umiemy dużo więcej wyrażeń, niż wcześniej, ale nie sprawdzamy w praktyce, w jaki sposób przekłada się to na zdolność konwersacji.
Co zamiast aplikacji, jeśli nie stać Cię na indywidualne lekcje?
Niewątpliwą zaletą aplikacji do nauki języków obcych jest ich niski koszt. Po podzieleniu opłaty za subskrypcję na 12 miesięcy, cena może wydawać się naprawdę niska. Z tego powodu nauka języka obcego z aplikacją może dla wielu osób jawić się jako jedyne finansowo dostępne rozwiązanie. Nie dla każdego jest to jednak dobry pomysł – zwłaszcza, gdy zauważasz, że czas spędzany z aplikacją nie poprawia Twoich umiejętności językowych.
Dostępne alternatywy dla aplikacji to:
Podsumowując: czy to znaczy, że nauka z aplikacją jest tylko i wyłącznie stratą czasu? Niezupełnie. Aplikacja może być dobrym narzędziem wspomagającym naukę wymowy, ułatwiającym zapamiętanie słów i wyrażeń. Warto jednak pamiętać, że nie powinna być jedynym sposobem uczenia się – inaczej może prowadzić do rozczarowania brakiem rezultatów i poczucia nieskuteczności wysiłków, pomimo regularności oraz determinacji. Jeśli masz poczucie, że uczysz się od lat, a nadal nie mówisz — czasem wystarczy jedna rozmowa z drugim człowiekiem, żeby poukładać chaos i ruszyć dalej.
Najczęściej zadawane pytania o aplikacje do nauki języków
Czy aplikacje do nauki języków naprawdę pomagają mówić po angielsku?
Aplikacje są dobre do zapamiętywania słownictwa, oswajania się z wymową i budowania nawyku nauki, ale używane jako jedyna metoda rzadko prowadzą do płynnej mowy. Brak realnych rozmów, prawdziwych interakcji ogranicza postęp w konwersacjach.
Dla kogo aplikacje do nauki języków są najbardziej użyteczne?
Najlepiej sprawdzają się u osób, które dopiero zaczynają naukę i chcą przyswoić podstawowe słownictwo oraz rytm nauki. Mogą być też dodatkiem do innych metod – np. podręcznika, konwersacji lub zajęć z lektorem.
Dlaczego niektórzy uczący się nie robią postępów mimo regularnego korzystania z aplikacji?
Częstym problemem jest to, że aplikacje uczą głównie słówek i prostych zdań, ale nie oferują naturalnego feedbacku na żywo, ani wystarczająco dużo praktyki w codziennych sytuacjach. Sprawia to, że uczący się może „utknąć” bez realnego rozwoju mówienia i rozumienia kontekstu.
Czy aplikacje językowe mogą zastąpić lektora lub kurs?
Nie. Aplikacje nie dostarczają spersonalizowanej informacji zwrotnej – działają w oparciu o algorytmy dopasowujące się do działań użytkownika. Program nauki również jest dopasowywany automatycznie. Nauczyciel lub kurs zapewniają dużo bardziej realistyczny przebieg nauki, dostosowany do rzeczywistych potrzeb i sytuacji. Jest to szczególnie mocno odczuwalne w przypadku średniozaawansowanych i zaawansowanych.
Jakie są główne wady aplikacji do nauki języków?
Najczęściej wymieniane wady to: brak realnej interakcji językowej, ograniczona praktyka mówienia, monotonia i brak głębszej immersji w język. Inną wadą jest nadmierna zależność od mechanizmów gry (np. streaków), które mogą odciągnąć od prawdziwego uczenia się.